środa, 30 września 2009

No i skończylo się rumakowanie...

...i zaczęła się uczelnia. Na szczęście jest to mniej hardcore'owe niż w Polsce, gdyż na razie mam tylko same wykłady, a laborki zaczynam dopiero w przyszłym tygodniu. Ale i tak boli, że już się zaczęło. Jeśli chodzi o rozumienie treści wykładów to nawet nie jest źle, są udostępnione pdfy, więc da się żyć. Niestety plan jest dość koślawy, ale no cóż. Dobrze, że internet dobrze działa :P Z takich obserwacji różnych to muszę Wam powiedzieć, że mam cholernie niestrategiczny kolor włosów - od razu mnie widać na sali (a także widać, gdy mnie nie ma O.o), gdyż poza mną wszyscy mają ciemne włosy :P No ale cóż. Życie. Wykładowcy jak na razie dość wyrozumiali, ale to niestety nie będzie trwało wiecznie...

Na szczęście udało mi się już załatwić wszystkie papierki itd, teraz czekam tylko na migawkę (kartę magnetyczną :P) i już wsioooo :) Autobus na uczelnie jedzie 30 min, do przystanku mam okolo 10 min. Bilet w jedną stronę kosztuje 1,15 €, karnet uniwersytecki unibono na miesiąc bez limitu przejazdu - 20 € (tak, na niego czekam). To tak w kwestii informacji praktycznych :P

No nic, tu możecie znaleźć mój plan zajęć (-> horario_annamaria). I teraz tak: niebieskie - wykłady, zielone - lab, żółte - na ASP.

Buziaki i powodzenia na Waszych uczelniach!

poniedziałek, 21 września 2009

Cartagena

Hola ;)

Tak, cały czas walczę z internetem. Tylko teraz coraz bardziej wqrza mnie jego brak. Chyba się w końcu skończy na instalacji zwykłej sieci w mieszkaniu. Ech. No nic. Zapewne jesteście ciekawi co tam u mnie słychać. No to powiem Wam, że całkiem fajnie tu ;)

W sobotę byliśmy w Cartagenie! Gosia M., Gosia S., Sebastian, Jose (znajomy Hiszpan) i ja ;) pojechaliśmy tam razem z osobami z jednego ze stowarzyszeń młodzieżowych. Dostaliśmy od nich kapelusik i chustę (by się nie zgubić ;p). W każdym razie po godzinie jazdy dotarliśmy do Catrageny. Pierwszym punktem programu był teatr rzymski. Szczerze powiedziawszy to nic nadzwyczajnego (zobaczycie zdjęcia), no ale trza się o tym przekonać na własne oczy :p Następnie poszliśmy do muzeum sztuki, gdyż właśnie odbywała się tam wystawa rzeźb Rodina. Tam pochodziliśmy, porobiliśmy zdjęcia i poszliśmy coś zjeść. To coś okazało się wielgaśną (i tanią) kanapką. Uff. Jakoś udało się nam to pozjadać (z drobną pomocą Sebastiana w moim przypadku ;p). W ramach siesty połaziliśmy troszkę po porcie, poleżeliśmy, a dokładniej poleżałyśmy na betonie majtając nogami nad wodą ;) Cudownie ;) Uwielbiam stać, patrzeć na keję i morze i czuć na sobie wiatr znad wody ;) Następnym punktem programu bylo muzeum archeologii morskiej, przed którym stały fajne litery (zdjęcia). Muzeum jest ciekawe, interaktywne i okazało się, że tego dnia był wstęp wolny, więć 3€ zostało nam w kieszeni ;) Haha. Następnie połaziliśmy po okolicy, wleźliśmy do parku z zamkiem (ofc está en obras ;p), porobiliśmy fotki pawiom (w sensie, że ptakom ;p) i poszliśmy na plac, by zobaczyć spektakl Kartagińczycy i Rzymianie. No fajne, ale zachwytów nie ma. Dużo bardziej podobało mi się na Moros y Cristianos, ale pewnie to zasługa niesamowitych kostiumów. Na koniec poszlismy zobaczyć "obozy" w/w i około 23 zmęczeni wrócilismy do Murcji.

Bardzo mi się podobała ta nasza wycieczka ;) Największą rozrywką okazały się być...kapelusze! Przy większym wietrze spadały z głowy i trza było je gonić,ew. można było z nimi robić różne dziwen rzeczy ;p Z ciekawszych przypadków; podczas przechadzki w porcie pannie Małgorzacie S. wpadł kapelusz do fontanny. Niestety, dzielny Sebastian P. nie był w stanie go wydobyć drogą lądową.Na szczęście mieli przy sobie pannę Annę S., dla której niestraszne sa fontanny. Wskoczyła do wody, wzięła kapelusz i odwróciła się. Fontanna tylko na to czekała. Ku wielkiemu zdziwniu panny Anny S. zaczęła chwalić się, jak to ona umie pryskać wodą na każdą stronę. Na szczęście panna Anna S.znajdowała się na wylocie, tak więc nie miała nic mokrego poza miejscem, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę ;p

A tutaj są dla Was zdjęcia. I tu też.

Trzymajcie się, papa :)

czwartek, 17 września 2009

Dużo zdjęć :P

Nie mam teraz czasu napisać więcej, więc tylko podzielę się z Wami zdjęciami z ostatniego tygodnia :)

Moros y Cristianos: tu

Trzeci tydzień: tu

Do zobaczenia ;)

wtorek, 15 września 2009

Corrida

Tak, byłam. Uczucia mam...mieszane. Serio. Nie potrafię powiedzieć, co o tym myślę. Ale mogę Wam pokazać zdjęcia :) Są tu.

sobota, 12 września 2009

Wiadomości ;D

O kurczaki, ale mnie tu dawno nie bylo. Jejciu. Tak, cały czas mam jazdy z siecią, ale liczę, że jakoś na dniach się to jednak uda naprawić...Ech ech. No nic. Zapewne jesteście ciekawi, co tu słychać. A dzieje się, dzieje ;) Hihi. Znowu odwiedziłam Huertos i tym razem spróbowałam (podobno) mięsa lwa!!! Jejciu. I także odkryłam, że na jednym ze stanowisk prezentuje się...Polska :D Serio serio. Można tam spróbować bigosu, kiełbaski z grilla, kabanosa, pierogów, a także piw: Okocim, Lech, Tyskie i nie wiem jakich jeszcze ;P Hehe. Rodacy skryli się pod nazwą Copernicus (nawet tu mnie Koper prześladuje :p). Jak na razie znajomym Hiszpanom smakował nasz polski bigosik ;) Szkoda, że nie było pajdy chleba ze smalcem, solą i ogórkiem kiszonym ;p I do tego wódzia na popitę ;p Hehe. No cóż, huertos trwają do 14, może jeszcze tam wrócę i znów odkryję jakieś nowe smaki ;)

Z takich innych wydarzeń, to miałam test językowy. Szczerze mówiąc spodziewałam się jakiś kilku pytań z gramatyki i testu czytania ze zrozumieniem. Myliłam się. Tu nie ma żadnej manany. Miałam 'przyjemność' odpowiedzieć na 100 (?!) pytań z gramatyki, napisać pięć krótkich tekstów, a także wyrazić się ustnie :p Cudownie. W poniedziałek zaczynam już kurs językowy i wtedy też się dowiem, do ktorej grupy udało mi się zakwalifikować. Trza się zacząć w końcu uczyć, bo się człowiek rozleniwił :p

Bardzo ciekawym dniem był czwartek, 10 września. Wtedy też się okazało, że niektórym tu znany kolega Igor jest właśnie w Murcji i chce się spotkać ;) No to się spotkaliśmy, pogadaliśmy, a następnie poszliśmy na dworzec autobusowy, go odprowadzić na autobus (o 15), a także odebrać Gosię i Sebastiana (o 14.15), którzy właśnie przyjechali do Hiszpanii. Autobus z Alicante sie jednak trochę spóźnił, więc w sumie wyszło na to, że najpierw pożegnałyśmy się z Igorem, a dosłownie 5 min później przywitaliśmy Gosię i Sebastiana :) Później jedzonko, mały spacerek po mieście i rozlokowanie do właściwych mieszkań. Mieliśmy małe problemy ze znalezieniem mieszkania Gosi, ale na szczęście w końcu się jakoś udało ;) Ciekawy ma pokój :) Hihi.

A wczoraj miałyśmy miłą niespodziankę, gdyż wyżej wymienieni Gosia S. i Sebastian P. postanowili zrobić nam śniadanko (ok 14 ale co tam ;D). Było przepyszne :DDD Hihi. Później razem ze znajomymi Hiszpanami byłam na actividades w Molinie (wioska koło Murcji). Graliśmy w różne gry, robiliśmy glupie zdjęcia - generalnie było wesoło ;) Panowie pozapisywali mi różne hiszpańskie mądrości, których może jednak nie będę tu przytaczać :p No i chyba tyle. Dzisiaj idę na corridę. Tak, taką prawdziwą. Trochę sie boję, ale no cóż. Chcę to raz w życiu zobaczyć.

3majcie się ludziki :)

PS: I mam też dla Was kilka zdjęciów, o tu :)

poniedziałek, 7 września 2009

Feria de Murcia ;)

Hola amigos! :D Troszkę mnie tu nie było, ale zaraz postaram się Wam powiedzieć co się w tym czasie działo ;) Otóż 3 sierpnia rozpoczęła się Feria de Murcia, czyli jedna wielka fiesta w Murcji trwająca do 14 września (więcej info tu) ;D Dzieje się tu dużo różnych rzeczy, z takich ciekawszych można wymienić choćby możliwość spróbowania lokalnych produktów i win ;) Oczywiście, że tam byłam (i jeszcze wrócę ;p). m Karnet kosztuje 9 €, ale są w nim zawarte bony na tapas, wina, piwa, i niespodziankę :) No i oczywiście jest ważny aż
do 14 września :) Nio to z ciekawszych rzeczy jakiem tam próbowałam to jest gaspacho andaluz (ale mi nie smakowało ;p), pastel con carne, czyli ciasto z mięsem i jajkiem - da się zjeść no i różne winka z okolicznych wiosek - mniam ;D Były też rózne darmowe degustacje, z których najbardziej przypadał mi degustacja serów ;) A w czasie jednej z takich promocji rozdawali kapelusiki xD Hehe, no oczywiście, że mam :P Nio i tyle ;) Zapowiada się jeszcze dużo róznych atrakcji i sądzę, że z większości skorzystam ;D A co! :D

Pozdrawiam serdecznie ;)

czwartek, 3 września 2009

Mercado, czyli targ

W czwartki, koło naszego mieszkanka jest targ. W sumie to taki rynek. Kilka ulic jest zajętych różnego rodzaju owocami, warzywami, sprzętami, ciuchami itd. W większości są to ci sami chińscy producenci, więc prawie jak w domu :p W każdym radzie dzielnie przeszłyśmy przez większość stanowisk i kupiłyśmy sobie troszkę owocków (zdjęcie) ;) Na pewno jeszcze nie raz tam wrócimy :P

Po drodze odkryłyśmy Mercadonę ;D I jest ona bliżej mieszkanka niż tamta, hurra ;) Poniżej wrzucę kilka przykładowych cen produktów (ofc wersja studencka- najtańsza ;p):

chleb tostowy: 0.60 €
bagietka: 0.90 €
woda niegazowana (5 l): 1 €
jogurt x 4: 0.60 - 1.25 €
ser: od 1 €
sok: 0.75 - 1 €
mąka: 0.40 €
pieprz: 0.50 €
sól: 0.20 €
szynka kanapkowa: 1.75 €
salami: 1.25 €
6 jaj: 0.85 €
olej: 1 €
masło: 1.50 €

Daje radę ;)

Adios!

środa, 2 września 2009

wtorek, 1 września 2009

Estar en obras...

Wiecie, co znaczy to wyrażenie? Ja wiem, aż za dobrze. Estar en obras oznacza 'być w trakcie budowy / remontu'. Generalnie WSZYSTKO jest w trakcie budowy / remontu O.o Mieszkanie pod nami, budynek na przeciw naszego a dzisiaj nawet...nasze własne mieszkanie. Ech. Już nie mogę znieść dźwięku wiertarki :/ Generalnie muszę Wam powiedzieć, że jest tu strasznie głośno. Szczególnie w nocy. Najgorsze są te piędziperdy, których jest tutaj baaaardzo dużo (moim skromnym zdaniem jest ich ZA dużo...). No nic. Dzisiejszy dzień był ciężki. Właśnie przez ten hałas. Dlatego wybaczcie moją chwilową elokwencję, ale jest to wszystko na co mnie teraz stać.

A i nadal mam kłopoty z siecią w mieszkaniu. Miodzio.

Ale byście nie myśleli, że mi jest źle to Wam powiem, że się bardzo cieszę, że tu jestem ;)