sobota, 12 września 2009

Wiadomości ;D

O kurczaki, ale mnie tu dawno nie bylo. Jejciu. Tak, cały czas mam jazdy z siecią, ale liczę, że jakoś na dniach się to jednak uda naprawić...Ech ech. No nic. Zapewne jesteście ciekawi, co tu słychać. A dzieje się, dzieje ;) Hihi. Znowu odwiedziłam Huertos i tym razem spróbowałam (podobno) mięsa lwa!!! Jejciu. I także odkryłam, że na jednym ze stanowisk prezentuje się...Polska :D Serio serio. Można tam spróbować bigosu, kiełbaski z grilla, kabanosa, pierogów, a także piw: Okocim, Lech, Tyskie i nie wiem jakich jeszcze ;P Hehe. Rodacy skryli się pod nazwą Copernicus (nawet tu mnie Koper prześladuje :p). Jak na razie znajomym Hiszpanom smakował nasz polski bigosik ;) Szkoda, że nie było pajdy chleba ze smalcem, solą i ogórkiem kiszonym ;p I do tego wódzia na popitę ;p Hehe. No cóż, huertos trwają do 14, może jeszcze tam wrócę i znów odkryję jakieś nowe smaki ;)

Z takich innych wydarzeń, to miałam test językowy. Szczerze mówiąc spodziewałam się jakiś kilku pytań z gramatyki i testu czytania ze zrozumieniem. Myliłam się. Tu nie ma żadnej manany. Miałam 'przyjemność' odpowiedzieć na 100 (?!) pytań z gramatyki, napisać pięć krótkich tekstów, a także wyrazić się ustnie :p Cudownie. W poniedziałek zaczynam już kurs językowy i wtedy też się dowiem, do ktorej grupy udało mi się zakwalifikować. Trza się zacząć w końcu uczyć, bo się człowiek rozleniwił :p

Bardzo ciekawym dniem był czwartek, 10 września. Wtedy też się okazało, że niektórym tu znany kolega Igor jest właśnie w Murcji i chce się spotkać ;) No to się spotkaliśmy, pogadaliśmy, a następnie poszliśmy na dworzec autobusowy, go odprowadzić na autobus (o 15), a także odebrać Gosię i Sebastiana (o 14.15), którzy właśnie przyjechali do Hiszpanii. Autobus z Alicante sie jednak trochę spóźnił, więc w sumie wyszło na to, że najpierw pożegnałyśmy się z Igorem, a dosłownie 5 min później przywitaliśmy Gosię i Sebastiana :) Później jedzonko, mały spacerek po mieście i rozlokowanie do właściwych mieszkań. Mieliśmy małe problemy ze znalezieniem mieszkania Gosi, ale na szczęście w końcu się jakoś udało ;) Ciekawy ma pokój :) Hihi.

A wczoraj miałyśmy miłą niespodziankę, gdyż wyżej wymienieni Gosia S. i Sebastian P. postanowili zrobić nam śniadanko (ok 14 ale co tam ;D). Było przepyszne :DDD Hihi. Później razem ze znajomymi Hiszpanami byłam na actividades w Molinie (wioska koło Murcji). Graliśmy w różne gry, robiliśmy glupie zdjęcia - generalnie było wesoło ;) Panowie pozapisywali mi różne hiszpańskie mądrości, których może jednak nie będę tu przytaczać :p No i chyba tyle. Dzisiaj idę na corridę. Tak, taką prawdziwą. Trochę sie boję, ale no cóż. Chcę to raz w życiu zobaczyć.

3majcie się ludziki :)

PS: I mam też dla Was kilka zdjęciów, o tu :)

1 komentarz:

  1. Ja nie wiem jak ty tam spać możesz, przy 43*C to chyba w nocy na kafelkach tylko dałoby rade usnąć... Przerąbane :P

    OdpowiedzUsuń