wtorek, 16 lutego 2010

Ostatni dzień

Hej ludziki. Powoli kończy się moja erazmusowa przygoda.Przemyślenia i podsumowania pojawią się tu troszkę później. Na razie czuję się dziwnie. Muszę się też przed Wami usprawiedliwić, że ostatnio nie pisałam, gdyż niestety nie miałam czasu. Cały styczeń i połowę lutego wypełniły mi egzaminy...ech. Udało mi się wyskoczyć na weekend do Andaluzji, ale nie udało mi się zamieścić jeszcze zdjęć z tej wycieczki. No cóż. Musicie mi wybaczyć. Ze zmian różnorakich, to tydzień temu wyprowadziła się Karin, a za to wprowadziła się Jonna (Szwecja) i Libby (Wielka Brytania). Szkoda, że ich tu wcześniej nie było. Dobrze się nam tu przez ten tydzień żyło.

Od paru dni Murcja płacze. Dzisiaj płakała jeszcze bardziej. Ciekawe, czy będzie tęsknić.

Zaraz wracam do pakowania, gdyż mój plecak, który czai się tam w kącie, jest prawie tak duży jak ja. i to mnie trochę martwi...

Do usłyszenia z Polandii. Papa.

Swoją drogą jest to 50 wpis na tym blogu. Symbolicznie wyszło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz