środa, 26 sierpnia 2009

I w Murcji ;)


Hola! No i stało się! Jestem w Murcji! A dokładniej - jesteśmy ;) Podróż była ciężka...

O 1 wyjechaliśmy z Łodzi, aby po 2,5 h godzinki dotrzeć na Okęcie. Później nerwowe oczekiwanie, check - in, ostatnie uściski i poleciałyśmy! W powietrzu troszkę się pokimało, troszkę pogadało i po 3,5h wylądowałyśmy w niekoniecznie słonecznym, ale bardzo dusznym Alicante :P Oczywiście udało nam się najeść trochę starchu, bo przy odbieraniu bagażu, po tym jak każda z nas miala połowę swoich rzeczy - zatrzymała się taśma! Oj tylko Ci, którzy tego doświadczyli wiedzą jakie to nieprzyjemne uczucie. Na szczęście okazało się, że resztę bagaży można odebrać prz innym pasie (dlaczego? - nie pytajcie). Co się strachu najadłyśmy to nasze. W każdym razie takie zmęczone choć całkiem szczęśliwe postanowiłyśmy pójść i sobie odpocząć (w ciekawych pozycjach - zdjęcie). A później (za szybko) zdecydowalyśmy się pójść na autokar i czkałyśmy ponad godzinkę na patelnii :P Autokar na szczęście przyjechał, kilku miłych panów pomogło nam wrzucić bagaże do luków no i...pojechałyśmy! Muszę Wam powiedzieć, że są tu zupełnie inne krajobrazy, niż te, które mamy w Polsce. Niesamowite! Aż nie chce mi się wierzyć, że tak niedawno wyjechałam. W najbliższym czasie postaram się troszkę pofotografować ;)
Ale wracając do naszej podróży - na dworcu czekał na nas LoLo, który poopowiadał nam troszkę o mieszkaniach, pomógł nieść bagaże, a także pojechał z nami do HQ Instituto Hispánico, a później zaprowadził nas do mieszkanka.Wiadomość dnia: Gosia będzie ze mną mieszkać przez przynajmniej tydzień (jak nie więcej), dopóki nie wyremontują Jej świeżo zaklepanego mieszkanka ;) Ale fajnie, nie? :)
A teraz kilka słówo mieskzanku. Jest takie jak na zdjęciach, tyle że cieplejsze i fajniejsze i bardziej hałaśliwe ;P Ale podobno do połowy września mają pokończyć wszystkie remonty. Uff. Muszę przyznać, że właściciel mieszkania jest przesympatyczny, a jego żona jeszcze bardziej ;) Hehe. Przyszła do nas by się spytać, czy jeszcze czegos nie potrzebujemy, obiecała przynieść żelazko i wyznaczyła nowy trend w gotowaniu wody na herbatę - w mikrofali xD

A teraz siedzimy w Instituto i korzystamy z dobroci LoLo, a dokładniej z panującego tu internetu :p Jutro pójdziemy spróbować załatwić dostęp do wifi z uniwerku ;) Trzymajcie kciuki! Ja mykam, po jednak troszkę zmęczona jestem...

Papa ;)

4 komentarze:

  1. Super:)
    Zazdroszcze strasznie. Ale dokładnie wiem co czujesz. Pamiętam te pierwsze dni jakby to było wczoraj. Oby tak dalej! Trzymaj się!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, Sister, już od paru godzin sprawdzałam, czy wszystko ok:) cieszę się, że już na miejscu:)
    Uściski:*
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. No to dobrze, że dotrałaś, pozostaje życzyć miłego pobytu :) I, owszem, skoro krajobrazy ciekawe, to poprosimy o zdjęcia kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń