Hola! No i stało się! Jestem w Murcji! A dokładniej - jesteśmy ;) Podróż była ciężka...
O 1 wyjechaliśmy z Łodzi, aby po 2,5 h godzinki dotrzeć na Okęcie. Później nerwowe oczekiwanie, check - in, ostatnie uściski i poleciałyśmy! W powietrzu troszkę się pokimało, troszkę pogadało i po 3,5h wylądowałyśmy w niekoniecznie słonecznym, ale bardzo dusznym Alicante :P Oczywiście udało nam się najeść trochę starchu, bo przy odbieraniu bagażu, po tym jak każda z nas miala połowę swoich rzeczy - zatrzymała się taśma! Oj tylko Ci, którzy tego doświadczyli wiedzą jakie to nieprzyjemne uczucie. Na szczęście okazało się, że resztę bagaży można odebrać prz innym pasie (dlaczego? - nie pytajcie). Co się strachu najadłyśmy to nasze. W każdym razie takie zmęczone choć całkiem szczęśliwe postanowiłyśmy pójść i sobie odpocząć (w ciekawych pozycjach - zdjęcie). A później (za szybko) zdecydowalyśmy się pójść na autokar i czkałyśmy ponad godzinkę na patelnii :P Autokar na szczęście przyjechał, kilku miłych panów pomogło nam wrzucić bagaże do luków no i...pojechałyśmy! Muszę Wam powiedzieć, że są tu zupełnie inne krajobrazy, niż te, które mamy w Polsce. Niesamowite! Aż nie chce mi się wierzyć, że tak niedawno wyjechałam. W najbliższym czasie postaram się troszkę pofotografować ;)
Ale wracając do naszej podróży - na dworcu czekał na nas LoLo, który poopowiadał nam troszkę o mieszkaniach, pomógł nieść bagaże, a także pojechał z nami do HQ Instituto Hispánico, a później zaprowadził nas do mieszkanka.Wiadomość dnia: Gosia będzie ze mną mieszkać przez przynajmniej tydzień (jak nie więcej), dopóki nie wyremontują Jej świeżo zaklepanego mieszkanka ;) Ale fajnie, nie? :)
A teraz kilka słówo mieskzanku. Jest takie jak na zdjęciach, tyle że cieplejsze i fajniejsze i bardziej hałaśliwe ;P Ale podobno do połowy września mają pokończyć wszystkie remonty. Uff. Muszę przyznać, że właściciel mieszkania jest przesympatyczny, a jego żona jeszcze bardziej ;) Hehe. Przyszła do nas by się spytać, czy jeszcze czegos nie potrzebujemy, obiecała przynieść żelazko i wyznaczyła nowy trend w gotowaniu wody na herbatę - w mikrofali xD
A teraz siedzimy w Instituto i korzystamy z dobroci LoLo, a dokładniej z panującego tu internetu :p Jutro pójdziemy spróbować załatwić dostęp do wifi z uniwerku ;) Trzymajcie kciuki! Ja mykam, po jednak troszkę zmęczona jestem...
Papa ;)
Super:)
OdpowiedzUsuńZazdroszcze strasznie. Ale dokładnie wiem co czujesz. Pamiętam te pierwsze dni jakby to było wczoraj. Oby tak dalej! Trzymaj się!!
Wooho!:)
OdpowiedzUsuńAch, Sister, już od paru godzin sprawdzałam, czy wszystko ok:) cieszę się, że już na miejscu:)
OdpowiedzUsuńUściski:*
Asia
No to dobrze, że dotrałaś, pozostaje życzyć miłego pobytu :) I, owszem, skoro krajobrazy ciekawe, to poprosimy o zdjęcia kiedyś ;)
OdpowiedzUsuń